Wartość certyfikatu z dnia 31.03.2018 wynosi: 131,69 PLN

Powrót do aktualności

Google spycha bitcoina w dół

W ubiegłym tygodniu cena bitcoina spadła poniżej 9 tys. USD po tym jak pojawiły się kolejne zapowiedzi regulacji rynku kryptowalutowego. Dziś spadki pogłębiły się i cena bitcoina znalazła się już poniżej 7,7 tys. USD. To cena najniższa od pięciu tygodni – na początku lutego kurs BTC/USD znajdował się w okolicach 5,9 tys. USD.

Do ubiegłotygodniowych spadków doprowadziły kwestie dotyczące regulacji rynku kryptowalut. Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) poinformowała, że podmioty oferujące obrót „cyfrowymi aktywami będącymi papierami wartościowymi” będą musiały zarejestrować się w SEC jako giełdy. Obecnie sytuacja wygląda tak, że wiele platform oferujących handel kryptowalutami określa się jako giełdy, co może być mylące dla użytkowników i sugerować, że są to podmioty regulowane, podczas gdy tak nie jest. Dodatkowo, japoński regulator (FSA) opublikował zawiadomienia o karach nałożonych na krajowe giełdy oraz zawiesił operacje w Bit Station i FSHO na miesiąc, a adwokat i syndyk masy upadłościowej Nobuaki Kobayashi ogłosił sprzedaż bitcoinów z upadłej japońskiej giełdy kryptowalutowej Mt.Gox. Wartość sprzedaży to około 400 mln USD, a do sprzedania pozostała jeszcze równowartość 1,9 mld USD.

Powodem wczorajszych silnych spadków były z kolei zapowiedzi Google o zakazie reklamowania kryptowalut. Zakaz ma zacząć obowiązywać w czerwcu. Podobny zakaz w styczniu wprowadził Facebook – zakazano wtedy reklam opcji binarnych, ICO oraz kryptowalut, a w reakcji BTC/USD spadł o 12%. Do spadków przyczynił się także Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który wezwał do międzynarodowej krytyki wykorzystywania kryptowalut w celu prania pieniędzy. Kryptowaluty spotkały się także z krytyką Brada Shermana – członka Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, który określił je jako nonsens podając przykład mężczyzn z jego okolicy, którzy spędzają całe dnie w piżamach i zapewniają swe żony, że zostaną milionerami. Skrytykował on także termin ICO (Initial Coin Offering), którym określa się gromadzenie środków w celu sfinansowania jakiegoś projektu. Finansujący nie nabywa jednak akcji spółki, ale waluty cyfrowe, które mogą okazać się bezwartościowe. Według Shermana, termin ten niesłusznie jest podobny do terminu IPO określającego pierwszą ofertę publiczną, czym sugeruje, że proces crowdfundingu jest uregulowany przez jakąś instytucję.

Wiele wskazuje, że bitcoin czasy swojej świetności ma już za sobą. Podejmowane są kolejne próby uregulowania tego rynku, co ograniczyłoby zmienność kryptowalut, a to nie podoba się spekulantom.

Paulina Cegiełka
Analityk